|
Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają:
- Co tu robicie ?
- Łowię pstrągi.
- Przecież nie macie wędki.
- Pstrągi łowi się na lusterko.
- W jaki sposób ?
- To moja tajemnica. Ale jeśli dostane flaszkę, to ją wam zdradzę. Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe. On tłumaczy...
- Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój...
- Ciekawe... A ile już tych pstrągów złowiliście ?
- Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie...
Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką.
- Baco, co wieziecie ?
Baca nachyla się i szepcze:
- Siano.
- Czemu tak cicho mówicie ?
- Żeby koń nie usłyszał !
Spotyka się dwóch górali wysoko w górach.
- Baco, wełna drożeje !
- A kto powiedział ?
- Wałęsa.
- A gdzie on pasie ?
Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bace. A baca pasie sobie owce. Czarne i białe. No i turysta się go pyta:
- Baco.. Ile mleka dają te owce?
- Ano białe czy czorne?
- No wszystkie.
- Białe dwa litry..
- A czarne?
- Ano tyż dwa litry.
- A ile trawy jedzą?
- Białe czy czorne?
- No wszystkie..
- Białe trzy kilo.
- A czarne?
- Tyż trzy kilo.
Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny. Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz:
- No to czemu baco je tak rozróżniacie ?
- Ano białe owce są moje.
- A czarne czyje ?
- Ano tyż moje.
Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek.
Przechodzący turysta pyta zdziwiony:
- A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie ?
- Ja go wreszcie nauczę chodzić !
Baca słyszy krzyki z podwórka:
- Czego tam ?
- Bacoooo ! Potrzebujecie drewna ?
- Nieeee !
Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy:
- O kurde ! Gdzie moje drewno ?!
Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca.
- Macie baco coś do jedzenia ?
- Niii !
- To może chociaż wrzątek macie ???
- Mom... ino zimny.
Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy:
- O Jezuuuu !!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku !!!!
Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i:
- O Jezu, Jezu, Jezu !
Turysta: Baco! Baco co wam się stało ?!
- Mnie ? Nic. O Jezuuuu !!! Jezu, Jezu, Jezu !!!
- A może komuś w waszej rodzinie ?
- Mojej ? Ni. O Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku !!!
- No to co tak lamentujecie ?
- O Jezu, jak mi się robić nie chce !
Siedzi baca na przyzbie, podchodzi turysta:
- Co robicie baco ?
- A tak sobie siedzę i myślę.
- A to wy zawsze tak ?
- Nie, ino jak mam czas.
- A jak nie macie czasu ?
- To sobie ino siedzę.
Baca zatrudnił się w kopalni. Już pierwszego dnia miał pecha, bo wpadł do starego, zapomnianego szybu. Zbiegli się koledzy i mówią:
- Franek, jesteś tam?
- Jo.
- Nic ci się nie stało?
- Ni.
- To wyłaź stamtąd.
- Kaj nie mogę, bo jeszcze lecę...
- Wojtek, wyście taki mondrala, wsytko prawie wiycie, to powiydzcie wiela jest prowd?
Gazda na to:
- Jo znom jino trzy. Piyrso to świynto prowda, drugo tyż prowda, i trzecio gówno prowda.
Wraca gaździna pociągiem z jarmarku i pyta siedzącego z nią w przedziale pasażera:
- Proszę pana, czy w Zimnej Wodzie staje?
- Mnie nie!
Rozmawiaja dwie gaździny o swoich dzieciach. Jedna z nich się chwali:
- A mój Jasiek to teroz studyjuje w takim uniwersytecie, co to się tak jako nazywo: ugryz - nie, nie ugryz!... użarł - nie, nie użarł... A! Już wim! UJOT!
Bacowa budzi swojego męża w rodku nocy.
- Anto, pchła mi chodzi po plecach, złap ja i zabij.
Zapal światlo - doradza zaspany baca. - Jak cię zobaczy, to sama zdechnie ze strachu.
ostry dyżur przywożą górala ciężko pobitego, a ten na noszach zwija się ze śmiechu. Lekarz pyta:
- I z czego się pan tak śmieje? Szczęka złamana, cztery żebra też, oko wybite?
Góral na to:
Siedzi Baca razem ze skoczkami narciarskimi i wysłuchuje ich opowieści. Pierwszy skoczek chwali się, że skoczył na odległoć 100 metrow, drugi, że pobił rekord skoczni. Na to Baca mówi:
- Jak ja skoczyłem z tej skoczni to lecę, lecę, patrzę, mijam koniec wybiegu, tam gdzie zatrzymują się inni, mijam Zakopane, mijam Gubałówkę, a tu jak halny nie powieje i wróciło mnie na 30. metr.
Baca rozwodzi się z Gaździną. Odbywa się rozprawa w sądzie. Sędzia pyta się Gazdy:
- Powiedzcie, Gazdo, dlaczego chcecie się rozwiśeć z ta Gaździna, przecież żyjecie razem już 20 lat, w czym wam ona zawiniła?
Gazda na to odpowiada:
- A bo Panie sędzio, ona mi seksualnie nie odpowiada.
Na to w końcu sali podnosi się ze swojego miejsca juhas i woła:
- Głupoty, Gazdo, gadacie! Całej wsi odpowiada, a wam nie!
Juhas widzi bacę prowadzacego duże stado owiec.
- Dokąd je prowadzicie?
- Do domu. Bedę je hodował.
- Przecie nie macie obory, ani zagrody! Gdzie będziecie je trzymać?
- W mojej izbie.
- Toż to straszny smród!
- Cóż, będą się musiały przyzwyczaić.
Góral stanął przed sądem oskarżony o pobicie.
- Oskarżony twierdzi, ze uderzył poszkodowanego jeden raz zwiniętą gazetą?
- Ano tak - zgadza się góral.
- I od tego ciosu gazeta poszkodowany doznał wstrzasu mózgu?
- Skoro tak doktor powiedział...
- W takim razie co było w gazecie?
- Nie wiem, nie czytałem.
Jedzie gazda z gaździną furmanką. Nagle niebo się zachmurzyło, rozszalała się burza. Znienacka 20 metrów przed furmanką uderzył piorun. A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mówi:
- Nooooooo...
Jada dalej. Po chwili następny piorun uderzył 5 metrów za furmanką. Gazda znów podnosi palec i mówi:
- Noooooooooooooo...
Znowu jadą dalej. Nagle kolejny piorun uderza w gazdzinę jadacą na furmance, a gazda zadowolony:
- No!!!
Idzie baca do sklepu mięsnego i pyta:
- Cy jest kiełbasa?
- Jest. Beskidzka.
- Bez cego???
Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy:
- Hej!... Morze, nasze morze...
Baca rozmawia z turystą:
- Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca.
- Ciem - poprawia turysta.
- A kapciem.
- Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta ksiażkę, którą trzyma w drugiej.
Przechodzący turysta przystaje i mówi:
- Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne!
Na to Baca:
- A głupoty gadają!
Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałaź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu.
- Oj, pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą!
Baco, w tym miejscu, gdzie stoi stodoła, mają być tory kolejowe.
- Jak mają być, to niech bydom, ale ja za każdym razem wrót nie bede otwierał!
Pewnego wieczora zastukali do bacy turyści, w celu przenocowania. Baca ich ugościł, ulokował w izbie tuż obok spiżarni. Turysci przed snem jeszcze pojedli i popili. W nocy jednemu z nich zachciało się kupę. Nie bardzo wiedział, gdzie ma iść, a że bardzo mu się chciało, odkręcił słoik w spiżarni i się tam skupił.
Rano gościom zrobiło się trochę głupio, więc na palcach wymknęli się w góry.
Wracają wieczorem speszeni i zaczynają bacę przepraszać:
- Wiecie, baco, ciemno było, nie wiedzieliśmy gdzie tu macie toaletę no i ... kolega zrobił kupę do słoika.
Na to wtrąca się syn bacy:
- No widzą ojciec? A jak żem wam godoł, że konfitury gównem śmierdzą, toście kazali nie marudzić!
Turyści poszli sobie w góry. Po pewnym czasie znaleźli studnię. Chcąc sprawdzić, czy jest w niej woda, wrzucili do niej mały kamyczek. Nasłuchują, a tam nic. No nic, pomyśleli, wrzucimy większy kamień. Przynieśli jakiegoś wielkiego kamola, wrzucili, a tam dalej nic. Zobaczyli szynę kolejową. - Jak to wrzucimy, to na pewno będzie słychać. Wspólnym wysiłkiem przytachali tę szynę i wrzucili ją do studni. Nagle widzą barana, który biegnie przez pole dupą do przodu i wpada do studni. Zdziwieni patrzą w głąb studni, gdy podchodzi do nich baca:
- Panocki, a nie widzieli wy mojego barana?
- No, przed chwilą widzieliśmy go jak biegł przez pole i wskoczył do studni.
Baca zdziwiony kręci głową i mówi:
- Jakże mógł mi uciec, jak był do szyny przywiązany...
Siedzi sobie Baca przykucnięty w rowie, w niebo popatruje, pogwizduje, przechodzi Turysta, patrzy, patrzy i pyta:
- A co wy tak Baco w tym rowie?
Baca na to:
- A sram!
Turysta lekko zdziwiony:
- Jak to, a portki?
- Ło Jezusicku!
W czasie powodzi w Tatrach idzie turysta z bacą po górach. Wszystko zalane, wszędzie rwące strumienie. Nagle widzą kapelusz góralski, który porusza się raz z prądem raz pod prąd.
Zaciekawiony turysta pyta bacę co to za dziwne zjawisko.
- A to Kazek z Kościeliska. Powiedział: "Powódź, nie powódź a pole trza zaorać".
Idzie baca z psem przez góry w stronę granicy, taszczy toboły, a w środku złoto, kryształy, waluta.
Zatrzymuje go straż i pyta:
- Co ty tam baco niesiesz?
Baca odpowiada:
- Ano żarcie dla psa.
- To jest żarcie dla psa?! - pyta się strażnik otwierając jeden tobołek.
- No jak pies nie zje, to się sprzeda.
Komisja w Poroninie pyta górala, czy znał Lenina.
- Powiedzcie gazdo czy znaliście wodza rewolucji?
- Ni, ale uratowołek mu życie.
- !???!! Jak to uratowaliście mu życie?
- Ano ide jo rano, na grań, a tu jakisik panocek siedzi na pieńku nad przepaścią i cosik pisze. Wracom pode wiecór i ten som panocek siedzi i cosik rysuje.
- No to w jaki sposob uratowaliście życie Leninowi.
- Ano przeca, mogłek go zepchnąć w ta przepaść, ale nie zepchnąłem ... no i tak uratowołek mu życie.
- Baco napisaliście donos!
- Ni, do wos nie pisołem.
Przyjechał baca do Ameryki i okradł bank. Siada w rowie przydrożnym, wyciąga z worka pieniądze i zaczyna liczyć. Nagle zjawia się przy nim amerykański funkcjonariusz i pokazując swą służbowa odznakę mówi:
- Police!
Na to baca:
- Dziękuję, panocku, sam se police.
Baca zatrudnił się w kopalni. Już pierwszego dnia miął pecha, bo wpadł do starego, zapomnianego szybu. Zbiegli się koledzy i mówią:
- Franek, jesteś tam?
- Jo.
- Nic ci się nie stało?
- Ni.
- To wyłaź stamtąd.
- Kaj nie mogę, bo jeszcze lece...
Wraca gaździna pociągiem z jarmarku i pyta siedzącego z nią w przedziale pasażera:
- Proszę pana, czy w Zimnej Wodzie staje?
- Mnie nie!
Przyjechał turysta w góry. Nocuje u bacy. Rano baca pyta:
- Czy wy w nocy nic ze sobą nie robicie, ze się światło cały czas pali?...
- Baco, przy świetle to dopiero przyjemność!
Na drugi dzień turysta pyta bacę:
- No i jak, lepiej przy świetle?
- Lepiej, lepiej - i ile dzieci miały uciechy!
Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy:
- Hej!... Morze, nasze morze...
Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę. Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi:
- Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupie, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije!
Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta:
- Gazdo, a tak naprawdę o co poszło?
- Przeca nie powiem obcemu, ze mi bździągwa bony na cukier zgubiła.
Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego...
- Baco! Wiejejmy stąd ino żywo!!!
- A czemuż to!?
- Bo tu piszą "Dżemy jaja!!!"
Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słysz+/- krzyk i płacz kobiety. Patrz+/- - a gazda za chałupą grzmoci żonę. Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobiet+/-. Gazda mówi:
- Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije!
Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wzi+/-ł gazdę na strone i pyta:
- Gazdo, a tak naprawdę o co poszło?
- Przeca nie powim obcemu, że mi bĽdziagwa bony na cukier zgubiła.
Pytają bacę:
- Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami?
Baca:
- No.
- Ale one urodziły się tego samego dnia?!
- No...
-... w odstepach pietnastominutowych!!!
- No to co?! Ja mom rower...
- Staro, obruciłabyś się ku mnie.
- Kces mnie, mój chłopecku?
- Nie, ino puscos bąki.
- Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści.
- Jo. Widzita tom pirwszom górke?
- Tak.
- To nie je Giewont. A widzita tom drugom górke?
- Tak.
- To tyz nie je Giewont. A widzita tom trzeciom górke?
- Nie.
- To je Giewont.
W górskiej chacie pod Gubałówką wielką uroczystość - Jan Gąsienica kończy sto lat. Zjechali się reporterzy, naczelnik miasta, wręczono medal i dyplom. Wszyscy, trzęsącego się ze staro?ci pomarszczonego Gšsienicę, pytają jak dożył tak sędziwego wieku.
- Zwyczajnie, nie piłech, nie paliłech, za dziewkami nie goniłech...
W tym momencie przerywa mu straszny hałas.
- Nie przejmujta się - mówi Gąsienica - to tylko mój starszy brat, całą noc pił gorzałe, to mu się chce teraz za dupami ganiać.
- Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubia przybyszów z nizin? - pyta turysta górala.
- A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntoz?
- Widzę...
- Tu leżą ci, co pzysli na zabawę bez zaprosenia...
Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala:
- Zawóod?
- Mechooptyk.
- Co?
- Mechooptyk!
- A co pan robi?
- Optykam chałupy mchem...
Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys.
- No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie?
- Ni, ta bydzie pirsa.
Baca dobiera się do gaździny. W pewnym momencie gaździna mówi:
- Baco, gniewom się
- A o co się gniewocie gaździno?
- Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie!
Turysta spał u bacy. Rano budzi się i drapie. Gaca pyta:
- Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła?
- Nie, w plecy.
- Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce?
- To? Ludzkie.
- A po czym poznajecie?
- A bo to moje.
Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer.
- Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo?
- No widzę! Hoć do sypialni.
- A widzisz te piękne wzgórza?
- Widzę, no choć już!
- A widzisz te piękne łąki?
- No widzę, widzę! No choć do...
- No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała.
Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte. Zniecierpliwiony, zapytuje:
- Je tam kto?
W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos:
- Tu się ni je, tu się sro!
Płacze zgwałcona Maryna, podchodzi baca:
- Czemu płaczesz Maryna?
- Oj zgwałcili mnie zgwałcili!
- A o pomoc wołałas?
- Oj wołałam wołałam!
- I nikt nie przyszedł?
- Nikt nie przyszedł!
- A ku wsi wołałaś?
- Oj wołałam wołałam!
- I nikt nie przyszedł?
- Nikt nie przyszedł!
- A ku halom wołałaś?
- Oj wołałam wołałam!
- I nikt nie przyszedł?
- Nikt nie przyszedł!
- A ku wierchom wołałaś?
- Oj wołałam wołałam!
- I nikt nie przyszedł?
- Nikt nie przyszedł!
- A ku lasowi wołałaś?
- Oj wołałam wołałam!
- I nikt nie przyszedł?
- Nikt nie przyszedł!
- Nikt nie przyszedł?
- Nikt, nikt nie przyszedł!
- To i ja sobie ulżę!
Baca jest sądzony za zabójstwo turysty, ale się nie przyznaje. Sędzia pyta:
- No to jak to było, Baco?
- Ano nijak. Siedziołek se na przyzbie i strugałek osikowy kołecek. A ten turysta siad se kole mnie i zacoł jeść cereśnie. I co zjod, to mi pesteckom trach!!! w oko. A jo nic, ino se strugom ten kołecek. A on znowu zjad i trach!!! mie pesteckom w oko. A jo nic i dalej strugom... A on zjad łostatniom cereśnie, rzucił mi torebke pode nogi, wstał i tak niescęśliwie się potknął, że upadł na ten kołecek, com go strugoł. I tak, panie, coś ze 27 razy...
Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu. Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczł. Tak tez zrobili Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy:
- Roz
Znowu okrzyk i:
- Dwa
W pewnym momencie brzęk i wylatujący mówi:
- Teroz nie licz bo to jo.
Początkujący narciarz pyta bacę:
- Czy ten zjazd jest niebezpieczny ?
- A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole !
Baca jest sądzony o pobicie obcokrajowca dewizowego. Sędzia pyta:
- Baco czemuście go pobili?
- Bo pedzioł do mnie "chuju"!
- Ależ baco, to obcokrajowiec, Anglik - może powiedział "how are you", to zwrot grzecznościowy po angielsku! Przeproście go i jesteście wolni.
- Może i tak pedzioł. Jo się na angielskim nie znom! Kiej tak, to niek mi wybocy!
Wraca baca do domu i coś mu spokoju nie daje. Mruczy pod nosem:
- Może i ten Anglik pedzioł "hałarju", ale cemu potem dodoł "pierdolony"???
- Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ?
- Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole...
Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski próbuje zaprotestować:
- Baco, co robicie ?!
- Ano kota piere - rzecze baca
- Ale baco, kotów się nie pierze !
- Piere się piere.
Nie przekonawszy bacy, turysta wybrał się w dalsza drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi:
- A mówiłem, że kotów się nie pierze ?
- Piere się piere ino nie wyżyma...
|