|
Na spowiedzi:
- Mówisz, żeś zdradzał żonę. Ile razy ?
- Ja przyszedłem się skruszyć, a nie chwalić, proszę księdza
Ksiądz do dziewczyny:
- Czy wyspowiadałaś się już ze wszystkich grzechów ?
- O nie, proszę księdza, popełniłam jeszcze tyle tak wspaniałych grzechów, że gdybym się z nich wyspowiadała, zgrzeszyłabym grzechem pychy.
- Mamo, dlaczego krowy nie dostają się do nieba ?
- Bo nie chodzą do kościoła.
Dziewczynka do mamy:
- Popatrz, babcia zostawiła po śmierci swoje okulary, to jak będzie czytać w niebie ?
Ksiądz zakończył kazanie stwierdzeniem, że wszystko, co Bóg stworzył, jest zrobione dobrze. Po mszy drogę zastąpił mu garbus.
- Proszę księdza, a mój garb ?
Ksiądz zmarszczył brwi.
- Jak na garbusa mój synu wyglądasz całkiem nieźle.
Ksiądz do młodej dziewczyny:
- Dokąd się wybierasz moja córko ?
- Do Genewy.
- O mój Boże, do Genewy ?! cóż chcesz tam robić ?
- Pracować w nocnym lokalu jako striptizerka i w ogóle.
- O, jak to dobrze, bo już myślałem, że chcesz przejść na kalwinizm.
- Proszę księdza, po wczorajszym kazaniu nie mogłem w nocy zasnąć.
- Tak pana wzruszyło ?
- Nie, podczas kazania zasnąłem, a jak śpię w ciągu dnia, to nie mogę potem zasnąć w nocy.
Ksiądz zagroził z ambony wszystkim swym parafianom wiecznymi mękami w piekielnym ogniu. Na te słowa jeden z wiernych głośno się roześmiał. Rozzłoszczony ksiądz pogroził mu palcem.
- Ty też synu, trafisz w ręce diabła.
- Na pewno nie, ja nie jestem z tej parafii.
Ksiądz zapytał skazańca:
- Czy chciałby się pan wyspowiadać przed śmiercią.
- Po co, przecież niebawem będę rozmawiał z pańskim chlebodawcą.
Powiadam wam że nadejdzie czas płaczu i zgrzytania zębami - zagrzmiał z ambony ksiądz.
Jakaś staruszka zawołała:
- Ale ja nie mam zębów !
- To nic, będą ci w porę wstawione.
Ksiądz do księdza:
- Jak myślisz, czy doczekamy czasów, kiedy księża będą mogli się żenić ?
- My nie, ale nasze dzieci na pewno.
Zmarł Stalin, więc papież szybko zadzwonił do piekła z pytaniem czy dyktator już tam trafił.
- Stalin, nie, nikogo o takim nazwisku nie ma na liście.
Papież się zamyślił, czyżby Stalin dostał się do nieba ? Zadzwonił do świętego Piotra.
- Tu nie ma świętego Piotra - usłyszał - tu jest towarzysz Piotr.
Ksiądz prawił z ambony i prawił, aż przerwała mu młoda dziewczyna:
- Ksiądz mówi prawdę czy to może tylko kazanie ?
Do raju trafił protestancki pastor. Święty Piotr podarował mu volkswagena. Ksiądz katolicki dostał mercedesa, co pastora oburzyło.
- Ksiądz żył w celibacie - tłumaczył Święty Piotr - dużo się nacierpiał i dlatego należy mu się nagroda.
Rabin otrzymał rolls-roycea'a, co znowu oburzyło księdza.
Święty Piotr przyłożył palec do ust.
- Tylko cicho, proszę, przecież rabin jest spokrewniony z moim szefem.
Icek stanął przed wielkim gmachem z wieżycami i zapytał ojca:
- Co to za budynek ?
- Kościół, mówi się, że tam mieszka Bóg.
- Przecież Bóg mieszka w niebie.
- No tak, ale w tym budynku prowadzi swoje interesy.
- Dlaczego nie idziesz do kościoła ?
- Za dużo tam hipokrytów.
- Nic się nie martw, dla jeszcze jednego znajdzie się tam miejsce na pewno.
Pan Alfred poznał przypadkowo pewną kobietę. Zaprosił ją do swojej garsoniery. Nie opierała się, przeciwnie, jakby czekała na to wezwanie i oddała mu się chętnie. Po odbytym stosunku pan Alfred rzekł:
- Kochanie, za chwile szczęścia, jakie mi dałaś, niech ci Bóg zapłaci!
- O, mój panie, w sprawach pieniężnych prosiłabym o dokładniejszy adres.
Zakonnica zatrzymuje samochód. Prosi o podwiezienie do najbliższego miasta. Jadą drogą przez las, a zakonnica puszcza oko do kierowcy i mówi:
- Wy kierowcy to macie dobrze, skręcicie z dziewczyną do lasu i robicie swoje.
Zdumiony kierowca udaje, że nie słyszy, ale siostra kładzie mu rękę na udzie i powtarza:
- Wy kierowcy to macie dobrze, skręcicie z dziewczyną do lasu i robicie swoje.
Kierowca nie wytrzymał. Skręcił w las i dobiera się do zakonnicy. Ta się nie opiera, tylko prosi:
- Zrób to od tyłu, bo ksiądz cnotę sprawdza.
Już po wszystkim jadą dalej, a zakonnica mówi:
- Wy kierowcy to macie dobrze, skręcicie z dziewczyną do lasu i po kłopocie, a my pedały to musimy kombinować...
Pan Bóg ze świętym Piotrem robią inspekcję moralności.
Spoglądają z góry na Polskę.
- Co znaczy to czerwone światełko po prawej stronie ?
- To jakiś mąż zdradza swoją żonę.
- A to czerwone światełko po lewej ?
- To jakaś żona zdradza swojego męża.
- A co znaczy ta łuna nad tym miastem ?
- A, to Ciechocinek.
Na naukach przedślubnych ksiądz pyta się narzeczonego:
- Czy wierzysz, że pan Jezus nakarmił pięć tysięcy głodnych pięcioma chlebami i dziesięcioma rybami ?
- Że nakarmił, to wierzę ale, że oni się najedli, to nie wierzę.
- Ile kosztuje telegram do Brazylii ? - pyta się ksiądz na poczcie.
- To zależy od słów.
- A jeśli wszystkie będą przyzwoite ?
Katechetka chce sprawdzić czy dzieci przed spaniem odmawiają pacierz.
- No, dzieci, powiedzcie mi, co trzeba zrobić przed pójściem spać.
- Trzeba wystawić za drzwi butelkę na mleko.
- Przeżyliśmy komunizm kapitalizm, przeżyliśmy komunizm, a teraz przeżywamy postkomunizm.
- Co to znaczy postkomunizm ?
- To znaczy że sześć dni pościsz, a siódmego dnia idziesz do komunii.
- Jak mogłeś porzucić żonę, zostawić ją samą !? - przemawia ksiądz do sumienia spowiadającego się.
- Jak to samą ? zostawiłem ją z dziećmi.
Panna młoda, którą młody Amerykanin przyprowadził do ślubu, nie była, niestety, pięknością. Toteż, kiedy po ceremonii zapytał wikarego, jakie są koszty zawarcia związku małżeńskiego, ten westchnął i powiedział:
- Ile pan uzna za stosowne, mając oczywiście na uwadze wartość osiągniętego szczęścia.
Młody małżonek spojrzał na swoją wybrankę, westchnął i podał wikaremu dziesięć dolarów.
Wikary przyjrzał się banknotowi, westchnął i wydał dwa dolary reszty.
- Proszę księdza, moim największym grzechem jest próżność. Potrafię całymi godzinami przeglądać się w lustrze i podziwiać swoją urodę.
Zaciekawiony ksiądz wychylił się z konfesjonału. Uspokojony usiadł i mówi:
- Córko, to nie grzech.
Pewna kobieta przyszła do spowiedzi.
- Popełniłam grzech, przejrzałam się w lustrze i uznałam że jestem piękna.
- Pokój z tobą - odparł duchowny - To co wzięłaś za grzech było tylko omyłką.
Ksiądz składa wizytę w domu nowego parafianina.
- Ile ma pan dzieci ?
- Dwoje. Córkę i syna.
- Nie wstyd panu ?! Chłop jak dąb i tylko dwoje dzieci ?
- No tak, ale ja jestem żonaty dopiero od dwóch tygodni...
Na ulicy ksiądz chwyta za rękę jakiegoś chłopca, który okłada ile wlezie, swojego rówieśnika.
- Czy nie mówiłem ci na lekcji religii, że masz miłować swoich nieprzyjaciół jak siebie samego.
- Kiedy to wcale nie jest nieprzyjaciel, proszę księdza, to jest mój brat !
|