|
W lesie spacerują dwaj wieśniacy:
- Wania, smotri kakoj haroszyj i wielikij grib !
- Gdje ?
- Wot tam, nad wojskowoj bazoj.
Prywatka w podziemiach Kremla, jenerały żłopią wódkę późno w nocy. Wchodzi sprzątaczka z wiadrem i ścierką, nie przejmując się stawia wiadro na biurku na papierach i rożnych guzikach. Generał wytrzeszcza oczy i wrzeszczy do sprzątaczki:
- Paszła...!!!
- Ja, towariszcz gienierał ?
- Niet, Zapadnaja Jewropa !!!
Gierkowi rozwiązało się sznurowadło, pochyla się żeby zawiązać, ale i wysoki i w krzyżu strzyka, więc nie sięga. Jabłoński radzi: "Postaw nogę na krześle".
Gierek stawia druga stopę na krześle i tym bardziej nie może sięgnąć, powiada więc do Jaroszewicza: "Widzisz, to jest zawsze tak jak spytasz o radę inteligenta!"
Diabeł zapytał Chruszczowa, jakie chce wybrać piekło: kapitalistyczne czy socjalistyczne ?
- Socjalistyczne - odparł Chruszczow.
- Dlaczego ?
- Bo jestem pewny, że ten wielki kocioł jest tam w ciągłym remoncie.
Gdy Breżniew dowiedział się, że Karol Wojtyła został papieżem, krzyknął ze złością:
- Co to za chytry naród, ci Polacy ! Jak tylko któremuś pozwoli się na wyjazd za granicę, to zaraz znajduje sobie dobrą posadę !
W Armii Polskiej, którą organizował w ZSRR Związek Patriotów Polskich, oficerami byli Rosjanie, zwani ?Polakami z przydziału?. W jednym z oddziałów powstającej armii odbywała się msza polowa. Do dowódcy podchodzi kapelan, niosący krzyż do pocałowania. Dowódca wzbrania się, szepcząc:
- Nie mogę, od 1924 roku jestem bolszewikiem !
- Całuj ! Ja jestem bolszewikiem od 1917 roku.
Był rok 1943. Spory konwój przemierzał wody północnego Atlantyku w drodze do Murmańska. Była jasna księżycowa noc. Na mostku polskiego statku, kapitan wzywa bosmana i rzecze:
" Widzicie bosmanie ten ślad trzy mile na prawej burcie? Właśnie U-boot strzelił torpedę. Idziemy w ciasnym szyku bez możliwości manewru. Według moich obliczeń, torpeda ta trafi nas za pięć minut. Zejdźcie do załogi i przygotujcie marynarzy do opuszczenia statku. Nie ma dla nas ratunku."
Bosman nie dyskutując czym prędzej ruszył w głąb parowca by wykonać rozkaz. Ale że był osobnikiem nie pozbawionym humoru, a przy tym chłop jak niedźwiedź postanowił obrócić całą sprawę w żart. Wszedł do pomieszczeń załogi, zebrał marynarzy i rzecze:
" Widzicie chłopcy ten stołek tutaj? Jak zaraz pier....ne w niego członkiem to cały statek w drobiazgi pójdzie."
Marynarze, acz doskonale wiedzieli o mitycznej wręcz sile bosmana, tym razem wybuchnęli śmiechem, kiwając głowami z niedowierzaniem. Rozeźlił się bosman okrutnie i jak nie wrzaśnie:" to się załóżcie, gnojki jedne jak żeście tacy pewni, a w międzyczasie zakładać kamizelki ratunkowe."
Rozweseleni marynarze zaczęli zbierać pule zakładu, zakładając przy okazji kapoki. Bosman odczekał chwilę, spojrzał na zegarek, nonszalanckim ruchem wyciągnął 'narzędzie', spojrzał pogardliwie wokoło i WHAAAAAAM!
Statek poszedł w drzazgi! Pośród rozbitków, którzy uszli z życiem, był bosman i kapitan. W pewnym momencie podpływa do bosmana kapitan, cały szary z przerażenia.
" Na Boga, bosmanie, co się stało? Torpeda minęła statek za rufą!!!"
Jest rok 1943. Niezwyciężona armia niemiecka prowadzi pacyfikacje rosyjskich wsi. Z czasem zaczęło to ich nudzić, wiec wpadli na pomysł aby urozmaicić sobie zadanie. Weszli do kolejnej wsi, kazali wszystkim stanąć w jednym miejscu i rzekli :
- Chłopy - my was wszystkich zaraz zabijemy, ale jest szansa aby się uratować. Jeżeli baba rozpozna swojego chłopa po przyrodzeniu, to my puszczamy tę parę wolno.
Chłopy po namyśle zgodzili się. Niemcy kazali się im rozebrać do naga i założyć na głowę worki po ziemniakach.
Idzie pierwsza BABA :
- Nie mój, nie mój, nie mój, nie mój, mój ! - i trafiła.
Idzie druga :
- Nie mój, nie mój, nie mój, mój ! - i tez trafiła.
Niemcy drapią się po głowie, zastanawiają, co jest? - ale nic. Idzie trzecia :
- Nie mój, nie mój, mój ! - i znowu jest !
W tej sytuacji dowódca Niemców zagadnął do swoich żołnierzy :
- Coś tu jest jakiś szwindel, wróg nas przechytrzył, ale my nie jesteśmy głupi, wiec ty Hans rozbieraj się, wkładaj wór na głowę i stawaj miedzy chłopy - pokrzyżujemy im plany.
Hans rozebrał się, założył wór i puszczają kolejną babę :
- Nie mój, nie mój, nie mój, nie z naszej dierjewni, nie mój, mój !
Pewien Rusek złowił w rzece złotą rybkę.
- Puść mnie, a spełnię twoje jedno życzenie.
- No, nie wiem.. Ładną żonę mam, pieniądze mam... nic mi nie potrzeba. Chyba że... Już wiem! Chce zostać bohaterem Związku Radzieckiego.
W jednej chwili pojawiają się wokół czołgi, w rękach Ruska dwa kałasze, a pół metra przed nim pojawia się gąsienica Tygrysa. Rusek widzi, że to śmierć zagląda mu w oczy i krzyczy:
- Kurw*, posmiertno priznajut!!!
- Czy Monako mogłoby zostać państwem komunistycznym?
- Nie, bo byłoby to za duże nieszczęście jak na tak mały kraj.
W rozmowie z kardynałem Wyszyńskim, Gomułka skarży się na frekwencję na zebraniach partyjnych. Jest bardzo niska, mimo że członkowie partii są zwalniani na ten czas z pracy i nie tracą zarobków.
- Wy macie lepiej z waszymi katolikami - mówi Gomułka. - Wystarczy, że zadzwonią dzwony, a wierni już idą na mszę.
- Bo widzi pan, problem polega na tym że wy nie macie wiernych.
- Jaka jest różnica między demokracją, a demokracją komunistyczną?
- Taka, jak między krzesłem, a krzesłem elektrycznym...
- Jak powinien wyglądać herb Rosji?
- Nie wiem.
- Jak amorek.
- Dalczego?
- Lata kompletnie goły, uzbrojony po zęby, strzela do wszystkich i twierdzi, że z miłości.
Sekreterz PZPR wzywa na dywanik Kowalskiego:
- Towarzyszu, na drzwiach swojego mieszkania macie napisane K+M+B 1979. Jak to tak, wy towarzysz partyjny, aktywny dzialacz, przyjmujecie kolędę.
- Ależ, towarzyszu sekretarzu, te litery oznaczają: Kosygin, Mikojan i Breżniew !
Dzieci partyjniaków w większości po cichu chodziły na religię. Na pierwszej lekcji ksiądz mówi:
- Drogie dzieci, jest taka książka, która daje nam siłę, a posiadanie jej pozwala pokonywać wszelkie przeciwności życiowe. Z nią lekko przejdziemy przez życie. Proszę, powiedzcie mi, co to za książka ?
- Legitymacja partyjna ! - chórem odpowiadają maluchy.
Tramwajem jedzie ksiądz i oficer UB.
- Tramwajem, księżulku, tramwajem. - podrwiwa sobie UB-ek. - A przed wojną to powozik był i konik, gospodyni i parobek.
- Myli się pan - odpowiada ksiądz - I teraz jest gospodyni, są koniki i powozik. Parobka tylko nie ma, bo poszedł do UB na oficera.
- Tata, tata ! Ruscy polecieli na Księżyc!!
- Wszyscy ?
- Nie, trzech.
- To co mi gówniarzu głowę zawracasz !!!
W jednym z miast Związku Radzieckiego postanowiono postawić pomnik Czajkowskiego. W czasie uroczystego odsłonięcia rzeźby oczom obecnych ukazał się siedzący w fotelu Lenin.
- Miął być pomnik Czajkowskiego - dziwi się jeden z obecnych.
- Wszystko w porządku - odpowiada jeden z widzów - przeczytajcie napis na cokole: "Towarzysz Lenin słucha muzyki Czajkowskiego".
W Związku Radzieckim po raz pierwszy wydano Biblie. Jej pierwsze zdanie brzmiało następująco:
"Snaczała nie było niczewo, tolka tawariszcz Bóg prochazałsia ulicami Maskwy".
Podczas jednej z wizyt w Polsce Breżniew został zaprowadzony przez Gierka do biblioteki. Breżniew chodzi, przegląda książki, nagle w jego ręce dostał się "Pan Tadeusz". Breżniew zaczyna czytać...:
"Litwo, ojczyzno moja......", wściekły rzuca książkę i pyta się Gierka:
- Kto to napisał ?!!!
Gierek wystraszony nie na żarty:
- Mickiewicz, ale.....ale on już nie żyje....
Na to rozpromieniony Breżniew:
- Wiesz co Edziu, za to cię właśnie lubię !
Przyjeżdża Kohl do Warszawy. Wałęsa oprowadza go po Warszawie i pokazuje zabytki. Kohl powtarza tylko:
- Ja gut, Ja gut.
Na to Wałęsa mówi do Mietka:
- Czego on tak chce tych jagód? Skocz i mu przynieś.
Mietek po chwili wraca. Daje Kohlowi jagody, które ten zjada i mówi:
- Danke.
Na to Wałęsa:
- Ooooo, co to to nie! Danki Ci nie dam.
Późne lata czterdzieste. W celi siedzi trzech gości:
- Za co siedzisz?
- Bo poparłem Gomułkę, a ty za co?
- Bo sprzeciwiałem się Gomułce. E, ty w kącie - za co siedzisz?
- Ja jestem Gomułka.
Z fabryki odkurzaczy w ZSRR odchodzi najstarsza (P)racownica. (D)yrektor wygłasza mowę:
D: Była pani z nami najdłużej ze wszystkich. Była pani najlepszą pracownicą. Tak wiec w dowód uznania zasług dla kraju, za zgodą KC KPZR otrzymuje pani dyplom "Zasłużony dla socjalizmu" oraz Order Przodownika Pracy.
P: A czy nie mogłabym w zamian dostać odkurzacza?
D: Nie ma pani odkurzacza? Ani jednego pani nie wyniosła? Dobrze wiemy, wszyscy wynoszą...
P: A wyniosłam, wyniosłam. Kilkanaście ich było... Ale co w domu złożyłam, to zawsze był Kałasznikow.
W 1968r., po słynnym wystawieniu "Dziadów", delegacja polska bawiła w Moskwie. Chruszczow zwraca się do Gomułki:
- Podobno u was w teatrze wystawiono antyradziecką sztukę ?
- No, tak, "Dziady" - z pokora potwierdza Gomułka.
- I coście zrobili ?
- Zdjeliśmy sztukę.
- Dobrze. A co z reżyserem ?
- Został zwolniony z pracy.
- Dobrze. A autor ?
- Nie żyje.
- A toście chyba przesadzili...
Spotykają się Clinton, Jelcyn i Pawlak. Pierwszy mówi:
- Słuchajcie, co byście mi poradzili, jeden z moich ministrów jest narkomanem, ale nie wiem który!
Na to Jelcyn:
- I co to za problem? Jeden z moich jest w mafii, też nie wiem który, to chyba gorzej, nie?
Wtedy Pawlak:
- No kochani, to jeszcze nic, u mnie któryś jest fachowcem, i też nie mam pojęcia, kto...
Z pamiętnika komunisty:
Pierwszy dzień: włączam radio - Lenin
drugi dzień: włączam telewizor - Lenin
trzeci dzień: czytam gazetę - Lenin
czwarty dzień: oglądam plakaty - Lenin
piąty dzień: boję się otworzyć konserwę
W czasie wojny Niemcy złapali MacGyvera, wysłali Go do obozu, tam szybko zaprowadzono Go do komory gazowej, zamknięto drzwi i puszczono śmiertelna dawkę gazu, czekają, czekają, wreszcie otwierają drzwi, a tu wychodzi MacGyver i mówi:
- Gaz wam się ulatniał, ale już naprawiłem.
Gorbaczow zabawił na jakiejś balandze do późna, a raczej do wczesnego rana a tu rano Raisa i zebranie KC. Złapał taryfę i jadą. Gorbaczow popędza jak może, ale taksiarz nie chce przelatywać na czerwonych światłach, bo mówi, że mu prawo jazdy zabiorą. No to zmienili się miejscami, bo Gorbaczow powiedział , że jak ich złapią, to jemu Gorbaczowowi nie zabiorą. Wziął Gorbaczow kierownice w ręce i pruje przeleciał przez jakieś czerwone światło, a tu ich cap drogówka zatrzymała !
Milicjant popatrzył i zemdlał. Gorbaczow z szoferem odjechali. Ocucili milicjanta koledzy i pytają się:
- Kto to był ?
- Nienienienieeewiem, ale jego szoferem był Gorbaczow !
Wybory w latach 50-tych. Na ścianie wisi portret Stalina. Przyciąga uwagę starszej, niedowidzącej babci.
- O ! Piłsudski.
- Nie Piłsudski towarzyszko tylko Jósef Wisarionowicz Stalin.
- A co on takiego zrobił ten Stalin?
- On wygnał Niemców z Polski.
- Dałby Bóg, pogoniłby i Ruskich.
Do hotelu w Związku Radzieckim późną porą przybył podróżny:
- Poproszę o pokój na jedną noc
- Niestety, mamy tylko wolne jedno miejsce w pokoju pięcioosobowym
- Może być, w końcu to tylko jedna noc - odpowiedział podróżny i pomaszerował do wskazanego pokoju
Ułożył się wygodnie i zamierzał zasnąć, ale współtowarzysze grali w brydża, opowiadali sobie kawały i co chwila wybuchali głośnym śmiechem.
Podróżny ubrał się i zszedł do recepcji:
- Poproszę 5 herbat na górę za jakieś 10 minut
Wrócił do pokoju i mówi:
- Panowie tak swobodnie opowiadacie sobie dowcipy, a przecież tutaj może być założony podsłuch
- Co pan! w hotelu?
- Możemy to łatwo sprawdzić - panie kapitanie! poproszę 5 herbat pod 14
Rzeczywiście, w tym momencie przynoszą herbatę. Współtowarzysze z lekką obawą kładą się spać. Rano podróżny wstaje i widzi że prócz niego w pokoju nie ma nikogo. Schodzi do recepcji:
- Co się stało z moimi współlokatorami ?
- Rano zabrała ich milicja
- A mnie dlaczego nie zabrali ?
- Bo kapitanowi spodobał się ten dowcip z herbatą.
Kelner w restauracji:
- Kto zamawiał Ruskie ?
- Nikt ! Same przyszli !
- Na co umarł Stalin ?
- Na szczęście !
Pewnego razu wezwano do komitetu znanego malarza i zaproponowano mu namalowanie plakatu "Lenin na wakacjach". Pracowity artysta wziął się od razu do pracy. Po kilku dniach woła odpowiednie osoby do swojej pracowni, odsłania płótno, a na płótnie: polana w lesie, na polanie namiot, z namiotu wystają dwie pary nóg, jedna palcami do góry, druga palcami w dół. Wzburzony jegomość krzyczy:
- Szto eto takoje, szto eto ?
- Co ? - zapytuje malarz.
- No, no, .... te nogi.
- Które ?, palcami w górę, czy palcami w dół ?
- No, ..... palcami w górę.
- Nadiezna Pawłowna Krupska - odpowiada malarz.
- A, a, a, .... te palcami w dół ?
- Dzierzyński.
- Jak to Dzierżyński ?!!! A gdzie Lenin !!??
- Lenin na wakacjach.
W latach 70-tych:
- Jak się macie, drodzy towarzysze? - zażartował Gierek, witając się z robotnikami.
- Dobrze, towarzyszu sekretarzu - zażartowali robotnicy.
Wiele lat temu Jaruzelski udał się z wizytą do Regana. Rozmawiają sobie, a
Jaruzelski pyta:
- Słuchaj Ronny, jak ty to robisz, że u ciebie wszystko chodzi jak w zegarku?
Regan wyjaśnia, że sekret leży w dobrze zorganizowanej administracji i zdolnych ludziach. Postanawia zaprezentować Jaruzelowi jakich to ma zdolnych ludzi. Łączy się ze swą sekretarką i mówi:
- Bush do mnie!
Po chwili zjawia się Bush. Regan mówi:
- Bush, mam dla ciebie zadanie. Odpowiedz mi, kto to jest: urodziła go twoja matka, ale to nie jest twój brat, ani twoja siostra.
Bush chwilę się zastanawia i mówi:
- Jeśli to nie mój brat... ani moja siostra... to w takim razie to jestem ja!
- Bardzo dobrze! - mówi Regan, a Jaruzelski kiwa z uznaniem głową.
Po powrocie do kraju Jaruzelski dzwoni do sekretarki i mówi:
- Kiszczak do mnie!
Po chwili zjawia się Kiszczak.
- Kiszczak, mam dla was zadanie. Kto to jest: urodziła go twoja matka, ale nie jest to ani twój brat, ani twoja siostra.
Kiszczak długo się zastanawia po czym mówi:
- Towarzyszu Generale, melduję że nie wiem, ale obiecuję, że najdalej jutro złapiemy skurwysyna!
Na to Jaruzelski:
- Nie złapiecie, nie złapiecie...
- Dlaczego, Towarzyszu Generale?
- Bo to jest Bush..
Breżniew odwiedził Polskę. Chodzi z Gierkiem po Warszawie i pyta:
- Co to za ulica?
- To ulica Lenina - odpowiada Gierek. Idą dalej, po chwili Leonid pyta:
- A ta tutaj uliczka, to co za jedna? - na co Gierek:
- To ulica Przyjaźni polsko radzieckiej. - Breżniew zadowolony pokiwał głową, po czym umilkł na parę minut.
Po pewnym czasie ponownie pyta Gierka:
- Teraz gdzie jesteśmy?
- To jest Plac Zbawiciela - na to Breżniew, lekko zażenowany - Ależ Edward, bez przesady...
CIA wynajęła zawodowego zabójcę, aby w czasie pochodu pierwszomajowego zastrzelił Breżniewa. Wyposażyli go w broń, zaopatrzyli w ruble i wysłali do ZSSR. 1 maja uważnie śledzą wydarzenia w Moskwie. Widzą wiwatujące tłumy, Breżniewa stojącega na mauzoleum Lenina, ale żaden strzał nie pada. Po paru dniach wraca zabójca. Oddaje broń i pieniądze.
- Dlaczego go nie zabiłeś? - pytają w CIA.
- W takich warunkach nie można pracować - odpowiada - Już go miałem na muszce, już miałem, strzelać, ale ciągle ktoś mnie klepał po ramieniu i mówił: "Ty, daj sobie strzelić do niego!"
Żołnierze Ludowo-Rewolucyjnej Armii Chin przychodzą do Mao:
- Towarzyszu, nudzi nam się, spada morale i zdolność bojowa - daj nam coś do roboty!
- Dobrze - rozbierzcie Wielki Mur.
- Tak jest!
Za parę dni dni:
- Towarzyszu, znowu nam sie nudzi....
- To odbudujcie Wielki Mur od nowa.
- Tak jest!
Za tydzień:
- Towarzyszu Mao, może dla odmiany kogoś zaatakujemy?
- Niezły pomysł - może Związek Radziecki?
- Tak jest... To znaczy...eeee, a co będziemy robić wieczorem?
|